Blog polskiego kibica Arsenalu
Blog > Komentarze do wpisu
Powrót blogera marnotrawnego - przed meczem Everton-Arsenal

Właściwie nie wiem, od czego zacząć. Powrót do blogowania po tak długiej przerwie przypomina pewnie wejście na boisko po odpoczynku spowodowanym poważną kontuzją. A ja nie mam ani talentu van Persiego, ani pewności siebie Bendtnera, ani wreszcie opieki najlepszych fachowców jak w Colney. Zacznę więc od przeprosin i podziękowań. Przeprosin, bo stali czytelnicy, pozbawieni tygodniami nowej porcji moich wypocin, mają prawo czuć się rozczarowani. Podziękowań, bo mój powrót na blogołamy to wasza zasługa. Komentarze na blogu udało mi się jeszcze jakoś zignorować. Pełne oburzenia e-maile i tweety wzywające do powrotu trudniej było pominąć, ale pewnie dałbym radę. Dopiero kiedy w łóżku znalazłem koński łeb z karteczką podpisaną "Czytelnicy z Palermo", zakapturzeni miłośnicy bloga z Atlanty podpalili na moim osiedlu drewniany krzyż, a przed drzwiami stanęła grupa fanów z Groznego w bandanach z wypisanymi wersetami z Koranu, pojąłem, że nie mam wyjścia.

Oto więc jestem. Jak możecie się domyślać, przerwa spowodowana była moją nową sytuacją zawodową. Niektórzy nazwali ją tutaj "robieniem kariery". Mocne, ale w oczywisty sposób pomija fakt, że sformułowanie "zastępca szefa" oznacza w języku korporacyjnym "gościa, który odwala całą robotę szefa za pieniądze niewiele większe od poborów zwykłego pracownika". Fakty są takie, że czasu wciąż mam bardzo mało, więc nie mogę obiecać wam stałej tu obecności. Jeśli wciąż będą mi się zdarzać obsuwy, musicie mi je wybaczyć albo mnie zabić. Chociaż nie wiem, jak to drugie miałoby wam zapewnić regularność wpisów.

Minęło zaledwie nieco ponad trzy tygodnie od ostatniej blogonotki, a świat zdaje się być bardziej odmieniony niż Krzysztof Ibisz po liftingu. I równie dziwny. To świat, w którym o Arsenalu mówi się jako o najbrutalniejszej drużynie w Premier League (!), a portrety umazanego krwią Cesca Fabregasa z głowami wrogów dyndającymi u pasa rozwiesza się już na stacjach londyńskiego metra. To świat, w którym najsłabszą formacją Kanonierów jest pomoc (! po raz wtóry), a najlepiej radzi sobie... bramkarz (po trzykroć !). To wreszcie świat, w którym zbudowany ze stali martenzytycznej belgijski skrytobójca okazuje się bardziej kruchy niż jego szklany flamandzki ziomek van Persie. I tylko jedno w tym świecie się nie zmieniło - Kwoki nadal pół wieku czekają na tytuł mistrza. Forever in our shadow.

A propos Kwok, stały czytelnik Pawlaczek (kudos, posse! ten gość to autor pierwszego w historii komentarza na blogu "900 mil od Islington") poprosił mnie, bym rozreklamował minizlot kibiców Arsenalu z okazji najbliższego meczu derbowego. Jeśli nie masz żadnych planów na najbliższą sobotę, to pub Bradley's na ulicy Siennej w Warszawie jest twoim miejscem w galaktyce. Obejrzeć North London Derby w towarzystwie kilkudziesięciu polskich goonerów? To jak znaleźć się w sypialni z Evą Mendes ubraną tylko w klasyczną meczówkę z lat 70. OK, przegiąłem. Z dwojga złego wybieram jednak panią Mendes. Mnie zatem na zlocie nie będzie, ale ponieważ Eva jest tylko jedna, wasze miejsce jest w Bradley'sie. Więcej szczegółów na forum APSC i na Facebooku.

Zostawmy jednak Kwoki, tam, gdzie ich miejsce (gdzieś w środku tabeli, wśród pozbawionych ambicji przeciętnych klubików) i zajmijmy czymś bardziej poważnym, czyli najbliższym meczem wyjazdowym z Evertonem. Przystępujemy doń podbudowani niełatwym triumfem na Molineux, ale też w zupełnie nietypowym jak na Arsenal dołku. Gramy w najlepszym wypadku przeciętnie, co jednak najbardziej zdumiewające - oddajemy swoim przeciwnikom inicjatywę, zespoły znacznie od nas słabsze dłużej utrzymują się przy piłce, a nawet (i to już jest prawdziwe kuriozum) wymieniają więcej podań i są one dokładniejsze.

Po części to efekt zmian w taktyce zespołu, wprowadzonych w tym sezonie przez Wengera. Zwolnienie Songa z niektórych obowiązków obronnych i zgoda na wypady ofensywne skutkuje wprawdzie większą liczbą goli na koncie Kameruńczyka, ale utrudnia rozbijanie gry rywali. W ostatnim meczu z Wilkami dało się też zauważyć próbę nieco bardziej bezpośredniej gry Arsenalu, bez wymieniania nieskończonej liczby podań, co również nie jest bez wpływu na statystyki. Wydaje się jednak, że najistotniejszy jest jakiś kryzys w drugiej linii. Gra zbyt często się nie klei, podania nie docierają do adresatów, brakuje płynności, precyzji i kreatywnego błysku.

Nie potrafię jednym słowem podsumować, gdzie leży problem, muszę więc użyć trzech: Cesc Fabregas. Zanim jednak zaatakujecie mnie zardzewiałymi kozikami i oskarżycie o bluźnierstwo, zastrzegę jedno - nie obwiniam Franciszka o nic zdrożnego. Słowa Mersona o tym, że Fabregas gra źle, bo myśli już o zimowym oknie transferowym, odłóżcie na półkę z napisem "ględzenie przekwitłej diwy". Cesc ma po prostu obniżkę formy po długiej przerwie spowodowanej kontuzją. Szkopuł w tym, że żaden inny piłkarz nie ma takiego wpływu na tę drużynę jak Hiszpan. Kiedy jest w dołku, a pojawia się na boisku, w jego mroku zdają się pogrążać też inni pomocnicy. Cóż, to kapitan na dobre i na złe...

Jest jednak tylko jedno lekarstwo na powrót do formy, najlepiej w potrójnej dawce: grać, grać, grać. Nie ma więc wątpliwości, że w środku pola wystąpi więc jutro nasz ochnastogwiazdkowy generał. Może za to zabraknąć Wilshere'a, zwłaszcza że Arsene zaczął ostatnio przebąkiwać, że młodemu trzeba dać odpocząć, a nadmierna eksploatacja nie ukształtowanego jeszcze w pełni organizmu może się odbić czkawką za kilka lat. Na grę od pierwszych minut spotkania zasługuje wreszcie Denilson, którego obecność na boisku może czasem pomóc uspokoić grę i utrzymać dłużej kontrolę nad piłką.

Gdybym był Wengerem, zagrałbym tak:

Fabiański
Sagna-Squillaci-Djourou-Clichy
Song-Denilson-Fabregas
Nasri-Chamakh-Walcott

Everton to w tym sezonie mistrzowie remisów, ale nas podział punktów nie urządza. Wpadki w weekend zaliczyli już obaj manchesterscy rywale do tytułu, więc grzechem byłoby nie wykorzystać szansy powrotu na drugie miejsce w tabeli. Tym bardziej, że pod nieobecność pauzującego za kartki Mariana Fellainiego rywale mogą mieć kłopot z neutralizacją naszych pomocników. Zdaniem Micheala Coksa z Zonal Marking z naszej strony kluczowe będzie z kolei wyłączenie grającego tuż za napastnikiem Tima Cahilla (strzelił Arsenalowi już trzy gole) oraz lewego obrońcy Leightona Bainesa. Miejmy więc nadzieję, że Alex Song nie da nam powodów do narzekania na swoją grę defensywną, a Bac Sagna potwierdzi rewelacyjną formę z meczu z Wilkami.

Pińćzłoty czyli moje kwity

Mecz z Wolverhapton był na swój sposób rekordowy. Jak podaje Opta, dwa gole Mariana Szarmacha dzieliło dokładnie 92 minuty i 26 sekund, a to najdłuższy odstęp między dwiema bramkami tego samego zawodnika w tym samym meczu w historii Premier League. Dzięki trafieniom w pierwszej i ostatniej minucie Arsenal wygrał obie połowy spotkania i coś mi mówi, że w Liverpoolu będzie podobnie. Tradycyjny piątak wędruje więc na zakład "Która drużyna wygra obydwie połowy? - Arsenal FC", za który Bwin płaci przyzwoite 9,5:1. Oh, Arsenal we love you!

sobota, 13 listopada 2010, miko_gooner

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: matesma, *.sptelek.com.pl
2010/11/13 20:00:13
W końcu miko :D dzięki wielkie za wpis... trochę nam Ciebie brakowało, co do meczu te 3 punkty dadzą nam jeszcze więcej pewności siebie, szczególnie potrzebnej gdy gramytak jak w tej chwili czyli słabo.

PS. Też chciałbym zobaczyć na swoim łożku Evę Mendes gotową do akcji :D
-
2010/11/13 20:24:37
No witam z powrotem miko ;)

Co do meczu- liczy się tylko wygrana i nic więcej. Kiedy jest szansa odrobić dystans do United i uciec City trzeba to wykorzystać. I przy okazji nie stracić z oczu Chelsea, która najpewniej jutro wygra.
Ciekawi mnie szczególnie zestawienie najbardziej wysunietej trójki. Kiedy w pomocy, podobnie jak Ty, uważam, że powinien zagrać Denilson, to jestem ciekaw czy narzekania i groźby naszego Duńczyka przyniosą skutek i pojawi się w wyjściowej 11.?
Osobiście wątpię, ale pewnym jest, że na boisku się pojawi.
-
Gość: Piotr, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/13 20:27:41
Wreszcie!
-
Gość: Mar713, *.171.16.205.static.crowley.pl
2010/11/13 20:28:22
A ja się boję, boję się cholernie! Bo zazwyczaj, jak mamy okazję zmniejszyć dystans do czołówki, to się nie udaje. Ale jutro musi być inaczej!

Miko, jest tylko jedna recepta na brak czasu: rzuć pracę - są rzeczy ważne i ważniejsze:D
-
miko_gooner
2010/11/13 21:06:23
@wszyscy
Ha, trochę was przetrzymać i od razu - komentarze, wizyty, kwiaty i akademie na cześć ;)

Jeśli chodzi o jutro - jest się czego bać. Okazuje się, że Paweł Janas, Andrzej Strejlau i Dariusz Szpakowski mieli rację, tylko my mieliśmy zbyt małe mózgi, żeby docenić ich geniusz. Nie ma już kopciuszków/kelnerów. Sezon robi nam się cholernie ciekawy, bo tu wtopić może każdy z każdym.

Ale ja jestem dobrej myśli, bo spełnię jutro wszelkie warunki niezbędne do udanego rytuału ligowego. Vermaelenka schowana na dnie szuflady, będzie więc koszulka otrzymana od kolegów na kawalerskim. Mecz oglądam w domu, nie na wyjeździe, w telewizji, nie w streamie, wypiję też kawę w arsenalowym kubku. Muszą być trzy punkty.
-
zoltoniebiescy
2010/11/14 00:56:31
Mała złośliwość ode mnie: Punktów nie może stracić "każdy z każdym" tylko raczej Arsenal z każdym! ;) Fajnie widzieć, że wróciłeś do pisania bloga!
-
miko_gooner
2010/11/14 01:39:02
@zoltoniebiescy
Złośliwość byłaby całkiem celna, gdyby nie mecz Chelsea z Liverpoolem oraz niezliczone spotkania United, City i Kwok. Naprawdę, w tym sezonie żadnego wyniku nie można być pewnym.
-
Gość: xan, 94.75.121.*
2010/11/14 14:37:21
Łaskawiec się pojawił, skrobnął kilka zdań i rozwalił końcówką pierwszego akapitu ;]

Mecz lekki nie będzie, ale jako że in Arsene I trust to liczę, że Cesc zagra dużo lepiej niż ostatnio. Więcej wrażeń po meczu.

Good to see you back ;]
-
2010/11/14 15:26:52
W związku z początkiem mojej przygody z Twitterem natrafiłem na Ciebie i twój blog, jak widać trafiłem również na nowy start twojego blogowania i dobrze, bo będę miał coś nowego do wglądu przed każdą kolejką.

Co do samego spotkania wypadało by powiedzieć, że Arsenal wywiezie remis z Liverpoolu. Everton w ostatnim czasie notorycznie remisuje i wygrywa z teoretycznie lepszymi. po pierwszych 20min to właściwie tylko nieskuteczność po obu stronach jest powodem remisu bezbramkowego! ;]

Pozdrawiam
-
Gość: xan, 94.75.121.*
2010/11/14 18:34:01
Światu na opak ciąg dalszy... 56 minuta i Chelsea 0 - Sunderland (!) 2

-
miko_gooner
2010/11/14 21:46:34
@bartnexo
Witaj zatem na blogu. Ale nos cię jednak zawiódł ;)

@xan
A to był dopiero środek komedii :D
zainstaluj wtyczkę flash
Oficjalny partner
Arsenal Poland Supporters Club
Trzymaj rękę na pulsie bloga!
Follow Miko_Gooner on Twitter Rss