Blog polskiego kibica Arsenalu
Blog > Komentarze do wpisu
Litość jest dla słabeuszy - Arsenal-Bolton 4:1

OSOBY:
BP - bohater pozytywny
SC - szwarccharakter
UBP - ukochana bohatera pozytywnego

SC właśnie został pokonany i leży bezbronnie. BP celuje do niego z pistoletu. UBP stoi z boku.

SC: No, dalej! Załatw mnie, przecież tego chcesz.

BP w milczeniu patrzy mu w oczy. Zaciśnięte zęby, na twarzy emocje. Trwa wewnętrzna walka.

UBP: Nie rób tego. Jeśli go zabijesz, będziesz taki sam, jak on.

BP zmaga się z chęcią odwetu. Po chwili odrzuca pistolet, odwraca się od SC, obejmuje UBP i odchodzą. W tym momencie SC sięga po rewolwer schowany w bucie i usiłuje strzelić przeciwnikowi w plecy. Trafia BP, lekko go raniąc. BP dopada do swojego pistoletu i wykańcza zbrodniarza. Znów obejmuje UBP i oboje kroczą w kierunku zachodzącego słońca. Kurtyna opada. Owacje.

Znacie to? Oczywiście, że znacie, przecież to jedna z najpospolitszych kalek w filmach sensacyjnych. Podejrzewam, że w hollywoodzkich supermarketach dla scenarzystów ta scenka chodzi na wyprzedażach po 50 centów. Nawet jeśli szczegóły się zmieniają, to każdy z nas widział coś podobnego dziesiątki razy, w filmie, serialu czy grze komputerowej. Weźmy choćby zakończenie "Splinter Cell: Conviction":

W ostatniej scenie gracz stoi przed wyborem - zabić bedgaja czy go oszczędzić. Jeśli wybierze to drugie, i tak po chwili będzie musiał zlikwidować wroga, kiedy ten spróbuje strzału w plecy. Z finału najnowszej gry z Samem Fisherem płynie najlepsza dla nas nauka - jeśli pokonałeś rywala, nie baw się w sentymenty, wykończ go. Jeśli nie załatwisz go od razu, on za moment zrani cię albo zabije.

Wszyscy to wiemy, piłkarze Arsenalu również. A jednak czasem jakby o tym zapominali i, posławszy przeciwnika na deski, pozwalają mu się pozbierać i odgryźć. Tak było i w sobotnim meczu z Boltonem. Po pierwszych 45 minutach Kanonierzy powinni prowadzić 5:0, a zamiast tego z wszystkich swoich okazji wykorzystali zaledwie jedną. Jednocześnie tuż przed przerwą popełnili jeden błąd w obronie i do szatni schodziliśmy z remisem.

Co ciekawe, przy obu golach bohaterem (tylko raz pozytywnym) okazał się - dość niespodziewanie - Laurent Koscielny. Najpierw w 24. minucie daleką, piękną wrzutkę za długi słupek wykonał Jack Wilshere. Do piłki doskoczył Fabregas, odbił ją w kierunku pola bramkowego, gdzie dopadł do niej Wawrzek i na raty wepchnął do bramki. Jak ten Wenger to robi, że u niego nawet stoperzy błyskawicznie wpisują się na listę strzelców?! Przed rokiem Vermaelen trafił w ligowym debiucie, teraz Zakrystian potrzebował do tego zaledwie trzech meczów.

To nie była jednak jedyna okazja Arsenalu w tej połowie. Trzy razy Arszawin, po swoich fantastycznych sprintach i genialnych podaniach Rosickiego i Fabregasa, stawał sam na sam z bramkarzem. Raz wspaniałą okazję miał sam Rosicky. Wszystko na nic, albo nasi piłkarze pudłowali na potęgę, albo Człowiek Bez Nazwiska fantastycznie bronił ich strzały. A ponieważ - jak mawia Pan Dariusz Ciszewski - niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, tuż przed gwizdkiem sędziego Koscielny postanowił podać głową do niepilnowanego Lee Chung-Yonga, a ten wrzucił piłkę Elmanderowi. Strzał głową i Almunia był bez szans. Do przerwy 1:1.

Na szczęście na drugą połowę wyszliśmy bardziej skoncentrowani. W 58. minucie po rzucie rożnym piłka wróciła do Fabregasa. Wrzutkę kapitana w pole karne bezwzględnie wykorzystał Marian Szarmach, oczywiście głową. Jeśli Bolton miał jeszcze jakieś nadzieje na dobry wynik, stracił je po 64 minutach, kiedy Cahill za ostre wejście od tyłu w nogi Szarmacha został wyproszony przez Stuarta Atwella z boiska. Od tej pory boisko na Emiratach było już ulicą jednokierunkową. W 78. minucie Alex Song zabawił się w Carlosa Velę i przerzucił lekkim lobem piłkę nad bramkarzem Boltonu, zdobywając chyba najładniejszą bramkę w swojej karierze. Pięć minut później Carlos Vela uznał, że w takim razie jemu nie wypada już lobować i swoje sam na sam z Bogdanem (albo Adamem, u Węgrów nigdy nie wiadomo, które to nazwisko) wykorzystał mierzonym strzałem obok rudego Madziara. W bramce Meksykanina najważniejszy nie był jednak sam strzał, ale 24 (sic!) podania prowadzące do bramki, w tym cudna asysta Fabregasa.

Sobotę kończymy więc z wynikiem 4:1, odrabiając jedną bramkę do Rublowej Czeredy (3:1 z WHU) i uciekając Manure (3:3 z Evertonem), Kwokom (1:1 z WBA) oraz Petrochemii (1:1 z Blackburn). Równie istotne jest to, że z meczów z Blackburn i Boltonem, dwiema drużynami gotowymi zamienić spotkanie piłkarskie w coś na kształt dawnej reklamy Nike, wywozimy komplet punktów. Arsene Wenger twierdzi, że to dowód dojrzałości tej drużyny. Ja dopowiedziałbym coś jeszcze - wygląda na to, że ławka Arsenalu naprawdę się wydłuża, a skład powoli robi się cholernie wyrównany. Dziś graliśmy przecież bez van Persiego, Walcotta i Vermaelena, na ławce siedział Nasri, a nawet kiedy kontuzjowany Diaby musiał zejść z boiska (będzie miał skan nogi w niedzielę, spodziewajmy się dłuższej przerwy), drużyna nie była szczególnie osłabiona.

Jeszcze dwie uwagi na sam koniec. Wyjściowy skład zaskoczył chyba wszystkich, zwłaszcza ustawienie defensywy. O ile pary środkowych obrońców można było się spodziewać, o tyle wymiana obu bocznych była ze strony Wengera zagraniem va banque. A jednak cały blok spisał się bardzo dobrze, a Squillaci w debiucie imponował spokojem. Nie sposób się nie zgodzić z Arsene'em, który po meczu stwierdził, że zwłaszcza dla dwójki Francuzów był to trudny test, który jednak zaliczyli bardzo przyzwoicie. Pozwolę sobie jeszcze zacytować słowa Le Bossa o zachowaniu Wawrzka po zderzeniu głowami z brutalnie interweniującym Kevinem Daviesem:

Podobało mi się również, jak Koscielny wstaje po nokdaunie i następnie wygrywa wszystkie główki. To dobry znak w przypadku kogoś, kto przyszedł z ligi francuskiej.

I à propos wejścia Daviesa - Stuart Atwell po raz kolejny udowodnił, że nie nadaje się do sędziowania w najlepszej lidze świata. Czerwoną kartkę dla Cahilla od biedy można uzasadnić przepisami (Wenger nazwał ją "pomarańczową lub jasnoczerwoną"), choć pewnie na miejscu Coyle'a też wściekałbym się na jej pochopne wyciągnięcie. Ale jakim prawem Kevin Davies dotrwał do 15. minuty pierwszej połowy (po dwóch brutalnych faulach na Rosickym i Wilsherze)? Jakim prawem Robinson, atakujący nogę Diaby'ego tuż pod kolanem, nie tylko nie wyleciał z boiska, ale nawet nie zobaczył żółtej kartki? Ba, Atwell nie przyznał nawet Arsenalowi w tej akcji rzutu wolnego! W A-klasie widziałem lepszych arbitrów.

No dobrze, rozpisałem się, czas przejść do ocen.

Dzienniczek ucznia

  • Almunia 4 - jeden kiks w pierwszej minucie spotkania, poza tym przyzwoite interwencje, choć strzały Boltonu nie były groźne; nieźle przy dośrodkowaniach; przy golu chyba bez szans.
  • Eboué 3,5 - grał przeciętnie; aktywny, ale niewiele z tego wynikało.
  • Squillaci 4 - przyzwoity debiut, solidnie w obronie, choć bez błysku.
  • Koscielny 4,5 - gdyby nie błąd przy bramce rywali, zasłużyłby na piątkę; dużo kluczowych interwencji, zwłaszcza w drugiej połowie kompletnie wyłączył z gry Kevina Daviesa; no i gol!
  • Gibbs 4 - ten chłopak coraz bardziej mi się podoba; szybki i aktywny w ataku (niezłe podania i sprinty), zaangażowany w obronie; Gaël, watch your back!
  • Song 4,5 - widać, że wraca do formy; jeszcze nie wszystko mu wychodziło, ale zwykle był tam, gdzie być powinien; bramka jak marzenie!
  • Fabregas 5 - Cesc nawet daleki od szczytu potrafi być najbardziej efektywnym zawodnikiem na boisku; rozkręcał się z każdą minutą i w końcu zaliczył aż trzy asysty; Zawodnik Meczu.
  • Wilshere 4 - dobry występ młodego, zwłaszcza podanie do Fabregasa przy pierwszym golu, aż palce lizać.
  • Arszawin 4,5 - tak wysoka ocena dla gościa, który zmarnował trzy setki? A owszem, bo do tych trzech setek doszedł; był pracowity, jakby ktoś podmienił prawdziwego Arszawina na podobnego androida (aż 9 razy próbował odebrać piłkę rywalom, tyle samo co Song czy Squillaci); no i asystował Songowi.
  • Chamakh 4,5 - na miejscu Bendtnera poważnie zacząłbym martwić się o powrót do składu po kontuzji; pracę Szarmacha na szpicy łatwo nie docenić, ale Marokańczyk nie tylko haruje jak wół; niesamowicie utrzymuje się na nogach nawet w starciu z potężnymi obrońcami Boltonu czy Blackburn, no i fantastycznie główkuje; gdybyż jeszcze umiał lepiej wykończyć akcję nogami...
  • Rosicky 4 - na początku meczu częściej schodził do środka i grał genialnie (podanie do Arszawina w 5 minucie); na skrzydle idzie mu już dużo gorzej; dwie zmarnowane okazje bramkowe (w tym jedna "setka") obniżają ocenę.

Rezerwowi

  • Diaby - grał zbyt krótko, żeby go oceniać (dzięki, panie Robinson)
  • Denilson 4,5 - poprawny, niezły powrót Brazylijczyka; ocena podwyższona za... imprezę pomeczową transmitowaną dla fanów live przez webcam na Twitterze; jeśli nie widzieliście, żałujcie i śledźcie jego ćwierknięcia, pewnie będzie powtórka.
  • Vela 4,5 - występ króciutki, ale jakże treściwy; odebrał piłkę wślizgiem rywalowi, a 24 podania później strzelił gola.

niedziela, 12 września 2010, miko_gooner

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: xan, 94.75.121.*
2010/09/12 14:32:56
Generalnie meczyk bo bramce Mariusza był tylko czekaniem na gwizdek. Bolton bez Wilshere'a (sic!) jest słabiutki. Bramka jest według mnie w większej części błędem Manu - jak wychodzić to do końca, a nie takie niewiadomoco.
Cieszą wielce 3 punkty, a już w momencie konstruowania akcji na bramkę Veli miałem skojarzenie z Argentyną.
Sędziowanie było żałosne przez ogromne Ż. Nie przyznane 3 karne z czego po nie przyznaniu najbardziej oczywistego (faul na Szamaku) poszła kontra i akcja bramkowa.
-
miko_gooner
2010/09/12 15:09:52
@xan
Nie zgodzę się co do Manolo. Zrobił dokładnie to, co powinien w tej sytuacji, przyblokował Lee, utrzymał się na nogach i odprowadził go aż za słupek. Zostawił za plecami trzech obrońców i mógł się spodziewać, że któryś z nich przypilnuje Elmandera. Moim zdaniem, gdyby Almunia wyszedł do końca, Lee łatwiej by go minął i strzelił bezpośrednio. Na marginesie - żenująco zachował się przy tym Eboué (stanął i patrzył na całą akcję).
IMHO jedyny błąd Almunii w meczu to to wybicie nogami na samym początku.
Ja też podczas wymieniania tych podań pomyślałem o Argentynie, ale do głowy mi nie przyszło, że to się zaraz skończy bramką :)
-
2010/09/12 16:15:07
@xan
Popieram Miko w kwestii Almunii. Stracona brama w 100% na konto Koscielnego, biedny Manolo nie mógł zrobić nic więcej żeby zapobiec stracie bramki. Do średnich wybić już sie przyzwyczaiłem, nie podobało mi sie tylko że ze 2 razy wsadził Kierana na "minę" - chłopak dostawał podanko od bramkarza i nie miał co z nią zrobić bo zawodnicy Boltonu blisko, Arsza daleko a nikt nie przychodził z pomocą. No ale że Gibssy jest kozak (szykuje się świetna rywalizacja na lewej stronie obrony) to sobie poradził.
Sędzia kompletne dno, apteka w absurdalnych sytuacjach a przy ostrych faulach nagle okazywał się ślepy (wspomniany Davies i Robinson)
Mecz bardzo fajny choć po pierwszej połowie chciałem dusić Arszę za te setki
-
miko_gooner
2010/09/12 16:36:51
@pablodom
"Arsza daleko" - wsparcie do obrońcy to w ogóle jest nierzadki problem na naszym lewym skrzydle, kiedy gra Arszawin. Jak się potem dziwić, że Clichy bywa bezradny, kiedy zostaje sam przeciw dwóm rywalom... Ale, jak słusznie zauważyłeś, Gibbs jest kozak :) Pytanie, czy będzie tak kozaczył, jak będzie miał Naniego naprzeciw siebie :)
-
2010/09/12 17:05:29
No to się okaże:) Za 10 dni zapewne się sprawdzi z Lennonem (bo pewnie standardowo Harry sie napnie straszliwie na Carling Cup i wystawi pierwszą 11) i to będzie pierwszy ciekawy test dla naszego LB, bo co to dla niego jakieś leszcze z Boltonu (choć wczoraj trochę za często faulował a przy arbitrze który sędziuje wg swoich zasad było to niebezpieczne). Niestety Arsza nie pomaga za często w obronie choć i tak wydaje mi się że zaczął się bardziej angażować w defensywę. Poza tym nieoceniony Marian często się zmieniał z Andrzejkiem pozycjami i pomagał w defensywie. To jak Chamakh pracuję na boisku jest po prostu niesamowite.
-
miko_gooner
2010/09/12 17:43:36
@pablodom
Oczywiście, że Harry zagra pierwszym składem. Pracownicy tłoczni płyt DVD domagają się zleceń, a tu na razie nie ma czego wydawać - wtopa z Wigan, porażka z WBA :) Poza tym Mickey Mouse Cup to bardzo poważna impreza jest ;)
-
Gość: xan, *.aster.pl
2010/09/12 22:25:47
Ale generalnie z tej kolejki EPL możemy być zadowoleni. Większość potencjalnych rywali pogubiła punkty i to jest wielce dobra wiadomość. Choć z drugiej strony liczenie punktów rywali po 4 kolejce nie jest objawem hurraoptymizmu :]
-
miko_gooner
2010/09/12 22:56:17
@xan
Umiesz liczyć, licz na siebie - mawiają mądrzy ludzie :) I zgodnie z tą maksymą najważniejsze jest to, że my nie tracimy głupich punktów na razie (bo remis na Anfield to nie jest głupia strata). Na innych na razie nie ma co się oglądać. Chociaż wyniki Kwok i Petrochemii, a także Manure, powitałem - przyznaję bez bicia - szyderczym rechotem :D
zainstaluj wtyczkę flash
Oficjalny partner
Arsenal Poland Supporters Club
Trzymaj rękę na pulsie bloga!
Follow Miko_Gooner on Twitter Rss