Blog polskiego kibica Arsenalu
Blog > Komentarze do wpisu
Cześć Cesc czyli ambarasy ambicji

Motto: Wolę być pierwszy w tej wiosce niż drugi w Rzymie.
Juliusz Cezar

Kto czytał "Futbolową gorączkę" wie, że nawet Nick Hornby miewał momenty, w których rzeczy niezwiązane z futbolem rościły sobie monopol w jego życiu. Ja angielskiemu pisarzowi nie jestem godzien ryby i frytek solić, ale faktem jest, że w ostatnich tygodniach nie wypełniałem obowiązków blogera jak należy. Wpisów było tak mało, że zasługuję na to, by zamknąć mnie przez miesiąc w karcerze z Ashleyem Cole'em, Johnem Terry i Harrym Redknappem. Teraz muszę więc wyrazić szczery żal za grzechy i obiecuję poprawę.

Długa przerwa od blogowania nie oznaczała jednak przerwy od śledzenia arsenalowych spraw i pewnych refleksji, zwłaszcza nad najdłuższą sagą transferową nowoczesnej Europy. Jak dobrze wiecie, najpierw była wściekłość na hunwejbinów Barcelony i splendid isolation FIFA. Później jednak irytacja ustąpiła znużeniu banalną powtarzalnością ich zachowań. Bankruptalona zachowuje się wszak jak żebrak, którego nie stać na kupno flaszki w sklepie. Stoi więc przed sprzedawcą i nieustannie jęczy, licząc na to, że sklepikarz da mu ją na odczepne. Trudno to jeszcze jakoś komentować, więc ja zastanowiłem się raczej nad postawą samego Fabregasa.

Cesc przywitał się dziś z fanami podczas publicznego treningu Members' Day. Był ogolony, uśmiechnięty, ubrany w koszulkę Arsenalu i fetowany przez kibiców owacją, co błyskotliwych angielskich dziennikarzy skłoniło do odważnych przypuszczeń, że piłkarz nie odejdzie tego lata z Londynu. To nie można było słuchać Wengera, który mówił to już bodaj w marcu?

W najbliższych dniach możemy pewnie spodziewać się jakiegoś oficjalnego wystąpienia Cesca. Jakkolwiek chętnie go wysłucham, dużo bardziej wolałbym dowiedzieć się, jakie słowa padły dziś w gabinecie Wengera, a przede wszystkim w szatni. Co usłyszeli od Hiszpana Sagna, Vermaelen i inni piłkarze, którzy w ostatnich tygodniach byli równie wygłupieni jak kibice i dawali temu wyraz w wywiadach.

Cokolwiek by jednak teraz nie powiedzieć, jest niemal pewne, że Cesc rzeczywiście w jakiś sposób wyraził pragnienie przejścia do Barcelony. I muszę przyznać, że mu się dziwię. Dziwię się, że wyraża to pragnienie zaledwie kilka miesięcy po otrzymania opaski kapitana i nowego kontraktu (zapewne ze sporą podwyżką). Dziwią mnie domniemane przyczyny tego gestu - nie przekonują mnie powtarzane najczęściej argumenty o ukochanym klubie z dzieciństwa, rodzinie, przyjaciołach i tym podobnych pierdołach. Ale najbardziej dziwię mu się z powodów ambicjonalnych. Nie ma co ukrywać, że w tej chwili Fabregas miałby większe szanse na zdobycie jakiegoś trofeum raczej z Bankruptaloną niż z Arsenalem (zwłaszcza przy madrycko-barcelońskim kartelu w lidze hiszpańskiej). Ale po pierwsze, Cesc nie jest jeszcze starzejącym się gwiazdorem, któremu w gablotce brakuje ostatniego pucharu (wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe). Po drugie zaś, właśnie ze względu na ten próg trudności, każdy tytuł zdobyty z Arsenalem będzie miał o wiele większą wartość, intensywniejszy smak i wywoła silniejsze emocje niż podobne trofeum wywalczone w Katalonii. Na Mount Everest można wejść z jednym szerpą, budując po drodze kilka baz i odmrażając sobie sześć palców, można też dać się zrzucić z helikopteru kilkaset metrów przed szczytem z kilkoma butlami tlenowymi. Obaj himalaiści tylko teoretycznie osiągną to samo.

Jest jeszcze jeden element. Bez względu na liczbę trofeów i dalszy przebieg kariery, bez względu na to, co mówią mu sąsiedzi z Arenys oraz koledzy i działacze z Bankruptalony, Cesc nigdy nie osiągnie tam takiego statusu, jaki może mieć w Arsenalu. Stąd przywołany przeze mnie jako dzisiejsze motto cytat z Cezara. Przywołany nieco na wyrost, bo ani Londyn nie jest alpejską wioską, ani Barcelona Rzymem, ale rozumiecie chyba, o co mi chodzi. W katalońskim klubie zawsze będzie jednym z wielu, w Arsenalu ma szansę stać się niemal Bogiem, jedną z najważniejszych postaci w historii, legendą równą Bastinom, O'Learym, Adamsom czy Bergkampom.

Czy to wciąż możliwe? Moim zdaniem tak, ale warunkiem niezbędnym jest wygranie jakiegoś sympatycznego naczynia w najbliższym sezonie. To nie tylko skłoni Cesca do pozostania w Londynie, ale też spoi całą drużynę, zmieniając ją w maszynkę do zdobywania kolejnych tytułów. Jak "happy family" Herberta Chapmana w latach 1930-35. All good pals and jolly good company!

czwartek, 05 sierpnia 2010, miko_gooner

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: xan, *.aster.pl
2010/08/06 10:35:46
Się tęskniło Miko. Ja mam wrażenie, że Cescowi dużo do myślenia dały Twoje Uwielbiane Mistrzostwa Świata. Zobaczył że w ofensywie reprezentacji, składającej się wyłącznie z piłkarzy Barcelony nie ma dla niego miejsca, ergo w Barcelonie też nie ma dla niego miejsca. A siedzenie na ławce w jego wieku jest śmiercią dla sportowca. I zostanie i z nami zdobędzie potrójną koronę w tym sezonie i będzie zajebiście. Hy hy.
-
Gość: kbs, 79.97.251.*
2010/08/06 11:06:12
juz tylko 9 dni i jedziemy na sniadanie z pool'em
mam tylko nadzieje ze "soap opera" jak i WC2010 nie wplynie negatywnie na postawe naszego kapitana. fajnie znowu go zobaczyc w prawdziwym domu
-
miko_gooner
2010/08/06 11:57:42
@xan
Ale z drugiej strony przez cały czas mistrzostw durnie z Bankruptalony robili mu pranie mózgu. Bogu dziękować, że w przyszłym roku nie ma żadnej imprezy reprezentacyjnej...

@kbs
No właśnie, tylko 9 dni, a my wciąż nie mamy bramkarza i środkowego obrońcy...
-
Gość: xan, *.aster.pl
2010/08/06 12:06:08
@miko: Ale mam wrażenie i nadzieję, że bardziej do niego przemówiła jego pozycja w drużynie złożonej z pseudoartystówbarcelony.
-
miko_gooner
2010/08/06 12:30:59
@xan
Oraz fakt, że pomimo solennych zapewnień o miłości do Cesca i wysokiej ocenie jego talentu FCB jakoś nie była skłonna poprzeć tych deklaracji godziwą kwotą. Gdyby jakaś dama przekonywała mnie o swym gorącym uczuciu, a na pytanie "Co jest gotowa dla mnie poświęcić?", odpowiedziała że wczorajszy podwieczorek, też bym się zaczął zastanawiać.
-
Gość: xan, *.aster.pl
2010/08/06 13:04:18
@miko: Generalnie w Farsie byłby jednym z wielu pomocników, a u nas jest Bogiem i Krzyżem Nie Do Ruszenia.
-
miko_gooner
2010/08/06 13:17:48
@xan
I o tym zasadniczo jest ten post ;)
-
Gość: Mar713, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/06 16:26:19
"Firstly I would like to apologise to all the Arsenal fans for not speaking sooner about my future but I have not known what I was going to do until this moment." - słowa naszego kapitana (tak, Cesc będzie nim w kolejnym sezonie. Jak dla mnie szału nie ma z tego powodu, ale to kwestia dyskusyjna).

Nikogo to nie obejdzie, (a już na pewno nie samego zainteresowanego), ale... po co mi te jego przeprosiny? Każde Twoje słowo, Miko, jest prawdą - szczególnie ten fragment o ambicjach i sentymentalnych pierdołach. Właśnie dlatego, z braku zrozumienia jego powodów, mam w nosie te przeprosiny. Paradoksalnie, doceniam je. Ale jeśli on mnie przeprasza za to, że przez dwa miesiące wracałam do domu i siadałam do komputera, modląc się o jego sprostowanie dotyczące rzekomo dopiętego transferu do Barcy, za to, że nie potrafił się po męsku określić i wreszcie za to, że nie poprosił swoich przyjaciół z Katalonii, żeby przestali się bawić w lekarzy oraz specjalistów każdego innego fachu (wychodzę z takiego założenia, bo człowiek, którego nazywasz przyjacielem, raczej odpuściłby sobie na twoją prośbę tych kilka gorzkich słów w stronę Arsenalu)... to ja nie przyjmuję tych przeprosin. Gdyby cały ten cyrk miał miejsce zanim Cesc został kapitanem, no to OK, przeżyłabym. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy będę gotowa przeczytać jego słowa jeszcze raz i powiedzieć " Spoko, stary! Ostatecznie... dałeś radę!".

@xan:
"...a u nas jest Bogiem i Krzyżem Nie Do Ruszenia." - świetnie to brzmi. Tak... dramatycznie;)
-
2010/08/06 16:28:32
www.arsenal.com/news/news-archive/cesc-fabregas-statement
No i koniec sagi na ten rok. Podoba mi się że Cesc jest szczery - nie zaprzecza że gdyby kluby sie dogadały to chętnie by przeszedł do barcy ale nie zamierza urządzać płaczów i domagać sie transferu i będzie z pełnym poświęceniem (jak zawsze z resztą) grał dla Arsenalu. Wypowiedział się profesjonalnie - z szacunkiem dla obu klubów, kibiców i bossa. Myśle że dla nas ta wypowiedz konczy wszystkie dyskusje, natomiast kibice, działacze i piłkarze barcy będą to mieli w dupie i dalej będą ujadać
-
miko_gooner
2010/08/06 16:33:58
@Mar713
Właśnie dlatego cenię formę tych wyjaśnień. Bez fałszu, bez kokieterii, bez podlizywania się kibicom. Masz rację co do jednego - teraz Cesc ma parę miesięcy, by zatrzeć ewentualne złe wrażenie, jakie cała ta afera mogła zrobić na niektórych kibicach (np. na tobie). Obyś na koniec sezonu mogła mu wybaczyć :)

Zgadzam się też z tobą, że - bez względu na przebieg oficjalnych negocjacji - Cesc powinien był poprosić kolegów o milczenie. To największy niesmak, jaki mi pozostaje.

@pablodom
Większość kibiców Bankruptalony jest w tej chwili przepełniona frustracją, bo nagle okazało się, że nie wszyscy w Europie będą tańczyć do ich melodii :)))
-
Gość: xan, *.aster.pl
2010/08/06 21:42:03
@Mar713: Dziękuję :]
zainstaluj wtyczkę flash
Oficjalny partner
Arsenal Poland Supporters Club
Trzymaj rękę na pulsie bloga!
Follow Miko_Gooner on Twitter Rss